Jutro rozpoczynam pierwszy rok nauki w liceum. Cóż, teraz jednak jest inaczej.
Przed wakacjami rozpoczęła się moja przygoda z zaburzeniami odżywiania. Byłam gruba. Ważyłam 67 kilo co było dość krępujące przy moich niespełna 160 centymetrach. Dużo schudłam. Przez miesiąc leczyłam się w klinice. Teraz (po przybraniu 9 kilogramów) moja waga dobiła 47 kilo. Nadal uważam, że ważę za dużo. Jednak wiem, że nie jest tak źle jak wcześniej, a jeśli znów zacznę się głodzić, zamkną mnie w klinice na nowo. Dlaczego zachorowałam? Miałam dość złośliwych uwag ze strony znajomych, ciągłego szydzenia ze mnie i mojego wyglądu.
Mam trzy przyjaciółki-Amy, Sarah i Dylan. Oprócz nich nikt nigdy się za mną nie wstawił i tak- mam na myśli również nauczycieli. Zastanawiam się czy teraz też tak będzie. Cóż, na pewno ze strony jednej osoby- Harry` ego Styles` a. Ten chłopak prześladuje mnie od zawsze. Całą podstawówkę, gimnazjum.
Ale co zrobić?
`Jutro jest nowym dniem, nie skalany żadnym błędem`
* * *
Ze stresu nie spałam prawie całą noc. Rano zjadłam (ugh), ubrałam się w naszykowane na dzisiejszy dzień ubrania i przystąpiłam do nakładania makijażu (co całkiem nieźle mi wychodzi) następnie założyłam obcasy i ostatni raz sprawdziłam swój wygląd w lustrze. Byłam gotowa. Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę szkoły. Szłam przez park, starając wyobrazić sobie mój pierwszy rok w liceum. Przy wejściu do szkoły ogarnęło mnie dziwne uczucie.
Co jeśli ktoś pomyśli, że jestem gruba i to, że trochę schudłam nic nie znaczy?
Myślę za dużo.
Skierowałam się w stronę sali gimnastycznej, rozejrzałam się, a następnie weszłam niepewnym krokiem kierując się w małą grupkę uczniów. Ludzie spoglądali na mnie z zaciekawieniem. Podeszłam do szeregu w którym stała moja klasa i ustawiłam się, ciągle patrząc w dół.
-Jesteś nowa czy coś?- usłyszałam głos Emmy, jednej z dziewczyn z mojej klasy.
-Emm, nie?- powiedziałam.
Nagle wszyscy umilkli i zwrócili głowy w moją stronę.
-Katherine?!- krzyknęli jednocześnie.
-Tak... to ja.
W tej chwili głos na sali zabrała dyrektorka. Przez cały czas ludzie spoglądali na mnie i szeptali sobie coś na uszy.
Pewnie mówią, że jestem zbyt gruba żeby ubierać się w sukienki.
No kurwa.
Gdy przemowa się skończyła przeszliśmy całą klasą do sali lekcyjnej. Po czterdziestu minutowej paplaninie wychowawczyni o tym, że mamy zdobywać jak najlepsze oceny i doceniać starania nauczycieli, rozdano nam plany lekcji i pozwolono wyjść. Na korytarzu spotkałam Amy, najbliższą mi z trzech przyjaciółek. Mieszka dwie przecznice dalej, naprzeciw willi Styles`a. Była oczywiście zaskoczona moja przemianą (nie wiedziała o moich kłopotach, ale mam zamiar jej o nich powiedzieć). Zabrałam się z nią do parku. Na miejscu spotkałyśmy Sarah i Dyl, które również były zaskoczone moją `nową twarzą`. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym, siedząc na ławce i popijając Pepsi z puszki. Pierwszy raz w życiu czułam się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa.
-Katie, nigdy nie zauważyłam, że twoje oczy są tak cudownie zielone, jak oliwki.-powiedziała Sarah. -A jednocześnie niebieskie?- dodała Dyl, co brzmiało raczej jak pytanie.
-Cóż...-zaczęłam, ale nie było dane mi dokończyć.
-Opowiesz co się z tobą stało? Nikt nie widział Cię całe lato, a tu nagle wracasz taka inna. Jesteś naprawdę bardzo szczupła.
W tej chwili zrobiłam się smutna, a jednocześnie trochę zła, bo
kłamią, nie jestem szczupła.
Naprawdę nie chciałam żeby poruszały ten temat. Amy chyba to zauważyła, wiec rozpoczęła monolog o tym `jakie wspaniałe były jej wakacje`. Jakiś czas później zaczęłyśmy wariować.
-Podoba Ci się jakiś chłopak?- zapytała mnie Amy.
-Um... jest taki jeden. Cudny blondyn...-powiedziałam, lekko zawstydzona. Oczywiście kłamałam, ale nie chciałam wyjść na zacofaną czy aspołeczną.
Chwilę później usłyszałam za plecami śmiech. Odwróciłam się. Na ławce parę metrów za nami siedziała grupka chłopaków, a w niej Harry Styles. Spojrzał na mnie dziwnie. Jego kolega szepnął mu coś do ucha, a on skinął głową.
Wziął swoją deskorolkę i zaczął jechać w naszą stronę. Gdy przejeżdżał obok nas, stracił równowagę i przewrócił się prosto na twarz. Zaczęłam chichotać razem z moimi przyjaciółkami.
-Z czego się śmiejesz, pieprzony pasztecie?!- krzyknął, wyraźnie do mnie. Poczułam się okropnie. Momentalnie spuściłam głowę. Chłopcy odjechali, a dziewczyny zaczęły mnie pocieszać. Mówiły, że Harry to dupek. Miały racje, Harry jest dupkiem. Przekonałam je, że mam go gdzieś, a następnie się pożegnałam.
* * *
Szłam w stronę domu, ciągle przewijałam sobie w myślach wydarzenie z parku. Dlaczego to mnie obraził? Bo jestem gruba i brzydka, to dlatego.
Miałam ochotę płakać. Nie chciałam jednak by on to zauważył, nie miałam zamiaru płakać przez taką osobę.
Już nigdy w życiu nie okażę przed nim słabości.
NIGDY.
`Gdyby miłość nie była słabością świat byłby inny.`
Witam czytelników.
Mam tu dla was `notkę informacji`.
Będę w niej pisała kiedy możecie spodziewać się nowych rozdziałów.
Nowy rozdział powinien pojawić się do końca tego tygodnia.
Przyjmijmy zasadę: czytasz- komentujesz. Uwierzcie, że komentarze bardzo motywują do pisania, może nawet trochę przyśpieszają ten proces.